Please assign a menu to the primary menu location under menu

Japonia

Beppu, czyli piekło po japońsku

HellsOfBeppuPiekła Beppu

Mając w zanadrzu Rail Pass nie czyniliśmy zbytnich planów. Tym sposobem pewnego dnia dotarliśmy do słynącego z onsenów Beppu.

Dzień wcześniej znaleźliśmy się w Fukuoce i rozmyślaliśmy gdzie by tu dalej. Postanowiliśmy podróżować do Beppu. Raz, że to śmieszna nazwa, dwa, że internety zachwalały możliwość wizytacji tamtejszych…piekieł. Pełna wulkanów wyspa Kiusiu słynie też z ogromnej ilości gorących źródeł, a co za tym idzie-tradycyjnych onsenów. Onsen to nic innego jak publiczna łaźnia z (bardzo) gorącą wodą pochodzącą z tychże źródeł, albo po prostu podgrzewaną. W japońskiej kulturze onseny pełnią niezwykle ważną funkcję w japońskiej kulturze i odwiedzając je należy pamiętać o różnych zasadach (od zakazu posiadania tatuaży, po dokładne wyszorowanie się przed wejściem do wody). Jak sprawa wygląda w praktyce przyjdzie się nam niedługo przekonać.

Póki co jednak jesteśmy w pociągu. Ponieważ do Beppu Shinkansen nie dociera, przeprawa z Fukuoki trochę trwa. Ale nic to, jakoś docieramy. Na miejscu wita nas, a jakże – upał i duchota. Odnajdujemy nasz hostel i porzucamy rzeczy, po czym ruszamy na eksplorację.

Beppu raczej nie należy do najżywotniejszych miejsc na świecie, wydaje się być puste i senne, a może to po prostu wina pogody.

Do tej pory wyprawa miała dość intensywny przebieg, więc decydujemy się wrzucić trochę na luz i po ludzku poczeznąć. Postanawiamy dostać się na plażę. W informacji turystycznej pobieramy mapę i lokalnym autobusem docieramy do plaży Tanoura. Warto dodać, że system płatności autobusowych był dość ciekawy-otóż wsiadając do maszyny pobierało się karteczkę z numerkiem (oznaczającym przystanek, na którym wsiadamy), na przodzie autobusu wywieszona była tablica z numerkami i zmieniającymi się cenami. Na początku wydawało się to dziwne, ale sens faktycznie był-patrząc na „nasz numerek” przystanku wiedzieliśmy ile zapłacić przy wysiadaniu. Pieniążek, wraz z karteczka numerkową należało wrzucić do maszyny obok kierowcy przy wysiadaniu. Jako że reszty nie można było pozyskać, autobusy wyposażone były też w rozmieniacze 500-jenowych monet lub 1000-jenowych banknotów. Ten rodzaj płatności za przejazd spotykaliśmy potem w innych miejscach, ale za pierwszym razem było to dość egzotyczne. Wracając jednak na plażę-nie była może jakaś specjalnie okazała, ale cicha i spokojną, otoczona parkiem i w końcu mieliśmy okazję na trochę nicnierobienia, przy okazji konsumując dziwne wyroby z wodorostów.

Plaża Beppu
Plaża w okolicy Beppu
I okoliczne pagórki

Po powrocie do miasteczka instalujemy się w hostelu. Okazuje się, że przysługują nam „kartki na onseny” – możemy więc za darmo udać się do jednego z kilku wskazanych nam na mapie przybytków.

Nie możemy nie skorzystać z takiej okazji. Wyposażeni w ręczniki i mydło ruszamy na podbój japońskiej łaźni. Onsen, do którego trafiamy jest malutki i dość leciwy. Pozostawiamy buty przy wejściu i zmuszeni jesteśmy się rozdzielić: chłopcy na jedna stronę, dziewczynki na drugą. Ponieważ zostaję sama, a instytucję tego typu wizytuję po raz pierwszy, nie bardzo wiem co czynić. Na podstawie obserwacji udaje mi się pojąć ogólne zasady działania onsenu i po chwili zasiadam na stołeczku pod prysznicem i szoruję się (obserwuję też procedurę u osobników japońskich, dokładność ablucji jest dla nich niesamowicie ważna a samo przedonsenowe szorowanie zajmuje wieki). Uznawszy, że nadszedł czas na wymaczanie dziarsko wkraczam do wody. Dostępne są dwa baseniki, jeden z gorąca, a drugi z bardzo gorąca woda. Do bardzo gorącej nawet się nie zbliżam, natomiast w „średnio gorące” już po kilku minutach czuję, że chyba się gotuję. Nie chcąc ryzykować denaturacji, opuszczam onsen. Środek lata nie jest chyba najlepszym czasem na korzystanie z gorącej łaźni, chociaż w zimie musi być to fajna sprawa. Po opuszczeniu łaźni czynimy jedyny słuszny wybór po takich przeżyciach-nabywamy zimne piwko.

Kolejnego dnia nie ma już miejsca na lenistwo. Ruszamy do najbardziej  znanej z miejscowych atrakcji – dziewięć piekieł.

Piekła Beppu
Welcome to hell 😉

Piekła to nic innego jak gorące źródła i gejzery. Warto przygotować się na woń siarki i jeszcze większą niż normalnie.  dawkę duchoty. Każde z piekiełek charakteryzuje się to innym kolorem wody, to bulgotkami, to innymi dziwami. Jeśli kogoś nudzą obserwacje wrzącego błota różnych kolorów, można skorzystać z dodatkowych atrakcji, takich jak spożycie jaja ugotowanego na wodzie/parze prosto z gorących źródeł. Obecne są też krokodyle (podobnież gorące wody tworzą świetny mikroklimat dla ich rozrodu…). Na terenie piekiełek znajdują się też miejsca, w których można zasiąść i wymoczyć stopy w gorącej wodzie (co ma się rozumieć czynimy).

Droga do piekieł
Piekła Beppu
Piekło z bulgotkami
Pomarańczowe piekło
Piekło turkusowe
Dla znudzonych, przekąski
lub krokodyle
A nawet gejzer (aktywny co 15 min.)

Piekła Beppu – praktycznie

Aby dostać się do „piekieł” z Beppu, skorzystać należy z lokalnego autobusu (np. nr 5, dokładne informacjedot. rozkładów itp. można pozyskać w informacji turystycznej znajdującej się w budynku dworca). Można zaopatrzyć się w bilet dzienny (między niektórymi piekłami jest spora odległość i pokonuje się ją raczej autobusem), ewentualnie jeśli mamy JRPass to taniej wychodzi płacić za pojedyncze przejazdy autobusem, a potem dojechać tylko do stacji kolejowej Kamegawa i pociągiem wrócić do Beppu. Warto też wiedzieć, że za wstęp do każdego piekła płaci się osobno (400Y/szt), w związku z czym lepiej zaopatrzyć się w zbiorczy bilet (2000 Y) już w informacji turystycznej na dworcu w Beppu.

0