Please assign a menu to the primary menu location under menu

Z lisem w plecaku

O lotach, podróżach i innych dziwach. Podróże po świecie, zawsze z lisem w plecaku (i nie tylko!). Podążaj lisim tropem bez wychodzenia z domu!

Australia

Australia

Dwa tygodnie w drodze, czyli wschodnie wybrzeże Australii

Dzisiaj bardziej praktycznie, o tym, jak zaplanować objazdówkę po wschodnim wybrzeżu Australii.

Nieważne czy już macie, czy dopiero zamierzacie nabyć bilety do krainy koali i kangurów, zapewne wkrótce staniecie przed dylematem: co zobaczyć? Australia jest bytem sporej wielkości, warto więc obrać sobie za cel jakiś fragment tegoż odległego lądu. W naszym przypadku, padło na wschodnie wybrzeże. Nie bez przyczyny jest to jedna z popularniejszych tras australijskich road tripów.

W Australii spędziliśmy 3 tygodnie.

Na początku kilka dni w Sydney (plus wycieczka w Góry Błękitne), na końcu dwa dni w Brisbane. Pozostałe 2 tygodnie przeznaczyliśmy na objazd wybrzeża „z góry na dół”, czyli od Cairns do Brisbane.

1. Pojazd

Nasz pojazd i kwaterunek

Pierwszy dylemat przedwyprawowy: kamper czy osobówka?

I jedno i drugie ma swoje wady i zalety. Przy większej ilości ludzi kamper może być lepszym pomysłem. My jednak podróżowaliśmy we dwójkę, zdecydowaliśmy się na opcję: samochód + namiot. Korzystaliśmy z wypożyczalni Apex, a naszym towarzyszem został Hyundai i20.

2. Noclegi

I tak codziennie…:)

Czerwony namiot stał się naszym domem na 2 tygodnie. Zacznijmy od minusów, a właściwie jednego minusa tego rowiązania: namiot codziennie trzeba rozbijać. I składać. I suszyć po deszczu. Nie jest to jednak takie straszne i dzielnie daliśmy radę. Plusów jest zdecydowanie więcej! Po pierwsze, pola namiotowe i kamping w Australii są niezliczone. Znajdziemy i dziksze i całkiem cywilizowane, od darmowych po płatne. Po drugie, jest tanio. Standardowa cena to mniej-więcej 15 AUD/os. Zdarzało się i taniej i drożej. Standard kampingów również bywa różny, my z reguły decydowaliśmy się na opcje bardziej „luksusowe”, czyli takie z prysznicem i kuchnią. Po trzecie – elastyczność. Miejsca noclegu planowaliśmy z dnia na dzień, dzięki czemu nasz plan podróży mógł być na bieżąco modyfikowany. Do wyszukiwania kampingów polecam aplikację WikiCamps, bez niej z pewnością zginęlibyśmy w australijskim buszu. Po czwarte, choć niemniej ważne, kontakt z przyrodą i zwierzyną. Chyba w żadnym hostelu nie uświadczycie maszerującego emu, czy ciekawskiej walabii jako pierwszego porannego widoku.

Typowy poranek w Australii

3. Jedzenie

W jedzenie zaopatrywaliśmy się głównie w różnej maści supermarketach, od czasu do czasu jedząc też w przybytkach barowo-restauracyjnych. Jak wspominałam, każdy szanujący się kamping wyposażony jest w kuchnię. Jeśli kuchni nie ma, niemal na pewno będzie grill. Warto wiedzieć, że w Australii publiczne grille są wszechobecne, znajdziemy je nie tylko na kampingach, ale też w parkach, przy plażach itp. Korzystanie jest darmowe, należy tylko ładnie po sobie posprzątać.

Kampingowa kuchnia

4. Trasa

Najważniejsze, czyli trasa. Poniżej możecie zobaczyć naszą ogólną trasę wyprawy. Jak widzicie, odległości są tam naprawdę spore. Warto wiedzieć, że jazda po zmroku w Australii nie jest najlepszym pomysłem, ze względu na wylegającą na drogi zwierzynę, m.in. kangury. Dlatego też, z ciężkim sercem, musieliśmy powstawać dość wcześnie i codziennie staraliśmy się wyruszać nie później niż o 8:30, a do miejsca docelowego docierać przed zmrokiem (pomijając kangury, rozkładanie namiotu po nocy to średnia zabawa).

Oto szczegółowy plan (i kilka zdjęć – wabików):

Dzień 1. Cairns i okolice

Przylot do Cairns (ok. 10 rano). Wypożyczenie pojazdu, szybkie zakupy i jazda w kierunku Daintree Rainforest, po drodze wizyta w Palm Cove.

Dzień 2. Tu przytrafiły się nam małe problemy techniczne, niestety niewiele zrobiliśmy z przyczyn niezależnych, niemniej jednak dotarliśmy do wioski Daintree wieczorem. W każdym razie, Ty możesz wykorzystać ten dzień np. na eksplorację Wielkiej Rafy Koralowej.

Dzień 3. Daintree Rainforest + Cape Tribulation

Kilka godzin spędziliśmy na włóczeniu się po lesie deszczowym (są różne trasy, niektóre kiepsko oznakowane jakimiś wstążeczkami na drzewach). Póśniej wizyta Cape Tribulation. Przejazd do Port Douglas.

Cape Tribulation

Dzień 4. Millaa Millaa i okolice

Postanowiliśmy na chwilę odkleić się od wybrzeża i pojechaliśmy nieco na zachód, przez góry, do Millaa Millaa. Po drodze ładne widoki, wodospady i trasy trekkingowe po lesie deszczowym. Ponadto sporo martwych kangurów przy drodze. Zahaczyliśmy też o plantację mango z winiarnią (można wstąpić na zakupy lub degustację, wino z mango bardzo ciekawe-polecam). Poza tym wstąpiliśmy na oglądanie dziobaków (pan właściciel sadzawki za okazanie dziobaków życzy sobie 5 AUD/os., no ale kiedy oglądać dziobaki jak nie TERAZ?!)

Dzień 5. Innisfail – Mission Beach – Townsville

Z Millaa Millaa, przez Innisfail (przystanek na małe zakupy i kawę), dojechaliśmy do Mission Beach. Tam kilka godzin spędzone na oględzinach plaży, spożyciu fish&chips i dalej w drogę. Po drodze jechaliśmy przez coś zwanego Cassowary Drive i udało nam się zobaczyć dwa dzikie kazuary. Wieczorem dojechalismy aż pod Townsville.

Mission Beach
Uwaga na kazuary!

Dzień 6. Magnetic Island

Bazując w Townsville, popłyneliśmy na Magnetic Island. Jest to atrakcja na większość dnia, koale wolnożyjące były obecne!  Warto wcześniej zaopatrzyć się coś do picia i jedzenia, na miejscu bowiem za wiele nie ma.

Widoki z Magnetic Island
Koala musi być!

Dzień 7. Airlie Beach

Dotarliśmy do Airlie Beach z postanowieniem pozostania do końca dnia i na jeden dodatkowy dzień, który chcieliśmy preznaczyć na Whitsunday Islands. Niestety nie zarezerwowaliśmy wycieczki z wyprzedzenie, przez co zostały same drogie/niezbyt ciekawe opcje, toteż niestety musieliśmy zrezygnować. Większość dnia spędziliśmy na odpoczynku w Airlie Beach.

W Airlie Beach

Dzień 8. Droga do Rockhampton

Ponieważ zostaliśmy zmuszeni zrezygnować z wizytacji na Whitsunday Islands, postanowiliśmy wyruszyć w stronę Rockhampton. Ogólnie rzecz biorąc, dłuuuuuuga i nieciekawa droga. Po drodze krótka wizyta na Cape Hillsborough, fajny park narodowy z namorzynami i kangurami.

Dzień 9.Rockhampton

Rano zwiedziliśmy Capricorn Caves pod Rockhampton.  Stamtąd pojechaliśmy do ZOO Rockhampton (darmowe ZOO z większością australijskich „must see” zwierzaków). Potem obejrzeliśmy sobie centrum miasta i przemieściliśmy się do Yepoon.

Zwrotnik Koziorożca, Rockhampton

Dzień 10. Great Keppel Island

Z Yepoon popłynęliśmy na piękną Great Keppel Island, na której spędziliśmy połowę dnia, a później znowu w drogę.

Great Keppel Island

Dzień 11. Fraser Island

Ten dzień to całodniowa zorganizowana wycieczka (niestety inaczej się nie da bez własnego 4wd). Niestety, stadne zwiedzanie ma liczne wady, ale Fraser Island (to taka wielka wyspa z piachu) zdecydowanie warto odwiedzić. Żeby było weselej, na wyspie skorzystaliśmy z przelotu awionetką. Widoki niesamowite, udało się nam zobaczyć wieloryby!

Fraser Island

Dzień 12. Noossa National Park

Cały dzień spędzamy na trekkingu w parku narodowym. Tras, różnej długości, jest kilka. Po drodze klify, zarośla i koale.

Noossa

Dzień 13. Brisbane

Zwiedziliśmy centrum miasta, z darmowym muzeum Queensland i Muzeum Sztuki Wspolczesnej. W Brisbane również spaliśmy pod namiotem!

Powrót do cywilizacji – Brisbane

Dzień 14. Koala Sanctuary

Nasz ostatni zmotoryzowany dzień spędzamy w Koala Sanctuary. Poza niezliczoną ilością koali spotkamy też wszekie inne okazy australijskiej fauny. Wieczorem wylot do Sydney.

Koali nigdy za wiele!

Jak więc widać, nasza objazdówka była dość intensywna. Czy było warto? Bardzo!